Przepisy

Antrykot tak wypasiony, że aż podrób szaleje

Jeśli chodzi o wołowinę, to wyznaję ostatnio zasadę, że im krócej ma kontakt z gorącą powierzchnią tym smaczniejsza.
Czy to steaki, czy to burger, o tatarze nie wspominając.
Dobrym tatarze.
W sumie mogę wyznać publicznie – wołowinę wręcz kocham.

Wołowina kulinarna pochodząc z różnych ras szlachetnych potrafi osiągać niebotyczne ceny szczególnie jeśli jeszcze sezonowana na sucho. A jednak można zjeść dobry i szybki posiłek złożony głównie z wołowiny nie przyprawiając nas o palpitację podrobu z powodu ceny. Ba, nawet można posłużyć się rzeczonym podrobem.

Jedliście kiedyś steak z… serca wołowego? Mogę Was zapewnić, że jeśli nie mielibyście pojęcia co jest na talerzu zjedliście by ze smakiem.

A skoro dopiero co przeminęły Walentynki lub Dzień Singla (nie wiem dlaczego w kalendarzu świąt nietypowych w tym samym dniu można obchodzić Światowy Dzień Wieloryba) i sporo ludzi okazało miłość innym lub sobie, nie ma lepszej okazji niż wyłożyć serce na talerzu.

I zrobię to trochę w restauracyjnym, ładnie ubranym stylu. Przynajmniej spróbuję.

Na początek obdarzmy uczuciem i obejmijmy ciepłymi dłońmi mięso.

Marynowany stek z antrykotu

Porcji/Ilość 1 osoba
Czas przygotowania
1h 10m
Czas gotowania
10m

Składniki

  • 250 gram
    stek z antrykotu
  • 1 łyżka
    oliwy truflowej
  • 1 łyżeczka
    ekstraktu wędzarniczego
  • 1 łyżeczka
    sosu Worcestershire
  • 1 łyżeczka
    świeżo mielonego kolorowego pieprzu
  • 2
    ząbki wędzonego czosnku
  • 1 łyżka
    zimnego masła
  • 2
    gałązki świeżego rozmarynu
  • 2 szczypty
    soli wędzonej

Krok po kroku

  1. Jeśli trzymamy mięso w lodówce - a zazwyczaj tak robimy, wyciągamy je przynajmniej godzinę przed przyrządzeniem aby złapało temperaturę pokojową. Płuczemy krótko pod bieżącą wodą i dokładnie osuszamy papierowym ręcznikiem.

  2. Mieszamy wszystkie składniki ze sobą z wyjątkiem soli (chociaż szkoły są różne). W tak przygotowanej marynacie umieszczamy mięso i marynujemy 40 minut. Oczywiście - nadal w temperaturze pokojowej.

  3. Na rozgrzaną patelnię z opcjonalną łyżką masła rzucamy stek i smażymy do 2–3 minut z każdej strony. Można, acz nie koniecznie obracać mięso co minutę.

  4. Dwie minuty przed końcem smażenia dokładamy 1 łyżą masła, wrzucamy rozgnieciony nożem czosnek razem z łupiną oraz rozmaryn.
    Smażymy do pozostałe 1–2 minut. Delikatnie nad ogniem przechylamy pod kątem patelnię by tłuszcz zebrał się w jednym miejscu i smażymy dalej około minutę podlewając tłuszczem równomiernie całość.

  5. Ściągamy mięso i kładziemy na desce lub kratce aby mięso odpoczęło na równowartość czasu smażenia.

    Można również zostawić je na patelni ściągniętej z ognia, by mięso doszło, lub schować w kieszonce zrobionej z folii aluminiowej kładąc na wierzch odrobinę masła i całość szczelnie zamykając.

Ślinianki już pracują. Nie tyle na wskutek unoszącego się zapachu, co na samą myśl kolejnego elementu, który wyląduje na talerzu. Serce. Serduszko me.

Marynowany stek z serca wołowego

Porcji/Ilość 1 osoba
Czas przygotowania
1h 10m
Czas gotowania
10m

Składniki

  • 250 gram
    serca wołowego
  • 2 łyżki
    oliwa cytrynowej
  • 4 łyżki
    octu balsamicznego
  • 1 łyżeczka
    ekstraktu wędzarniczego
  • 1 łyżeczka
    sosu Worcestershire
  • 1 łyżeczka
    świeżo mielonego kolorowego pieprzu
  • 2
    ząbki wędzonego czosnku
  • 1 łyżka
    zimnego masła
  • 2
    gałązki świeżego rozmarynu
  • 2 szczypty
    soli wędzonej
  • 2 łyżeczki
    brązowego cukru

Krok po kroku

  1. Serce wyciągamy z lodówki przynajmniej godzinę przed przyrządzeniem aby złapało temperaturę pokojową. Płuczemy krótko pod bieżącą wodą i dokładnie osuszamy papierowym ręcznikiem. Wycinamy błony i ścięgna. Z tak oczyszczonego mięsa wykrawamy 2 –3 cm steki.

  2. Mieszamy wszystkie składniki marynaty ze sobą i umieszczamy w niej mięso i marynujemy 40 minut. Oczywiście - nadal w temperaturze pokojowej.

  3. Na rozgrzaną patelnię z opcjonalną łyżką masła rzucamy stek i smażymy do 2–3 minut z każdej strony. Można, acz nie koniecznie obracać mięso co minutę.

  4. Dwie minuty przed końcem smażenia dokładamy 1 łyżą masła, wrzucamy rozgnieciony nożem czosnek razem z łupiną oraz rozmaryn.
    Smażymy do pozostałe 1–2 minut. Delikatnie nad ogniem przechylamy pod kątem patelnię by tłuszcz zebrał się w jednym miejscu i smażymy dalej około minutę podlewając tłuszczem równomiernie całość.

  5. Ściągamy mięso i kładziemy na desce lub kratce aby mięso odpoczęło. Można również zostawić je na patelni ściągniętej z ognia, by mięso doszło.

A żeby było ciekawiej i na tytułowym wypasie – zrobimy szybkie, zielone ciasto na słono 🙂

Zielone ciasto z mikrofali

Porcji/Ilość 4 osób
Wyposażenie
jednorazowe kubki papierowe
blender z pojemnikiem do szatkowania
kuchenka mikrofalowa
Czas przygotowania
5m
Czas gotowania
3m

Składniki

  • 100 gram
    świeżego lub mrożonego szpinaku
  • 2 łyżki
    oleju rzepakowego
  • 1
    jajko
  • 4 łyżki
    mąki pszennej lub pełnoziarnistej
  • 3 łyżki
    mleka 3,2 %
  • 3 łyżeczki
    proszku do pieczenia
  • sól

Krok po kroku

  1. Szpinak rozdrabniamy przy pomocy blendera. Jeśli korzystamy ze szpinaku mrożonego wcześniej go rozmrażamy.

  2. Wszystkie składniki mieszamy na gładką masę. Na początku możemy dodać mniej mleka jeśli mamy obawę, że ciasto będzie za rzadkie.

  3. W papierowym kubku tuż przy dnie wykonujemy na bocznej krawędzi 3–4 otworzy przy pomocy końcówki ostrego noża lub wykałaczki.

  4. Wlewamy do kubków ciasto do połowy ich objętości i wstawiamy do mikrofali na 3–4 minuty przy ustawionej mocy 750 W.

Konkretną bazę już mamy. Przydałby się jakieś dodatki do tego. Akurat w hali handlowej, którego nazwy nie wymienię i w której dokonywałem zakupów wpadły mi w oko czerwone porzeczki. Wiem, że nie ten sezon, ale akurat podpasowały mi do tego co miałem w planie zrobić. Przesmażyłem je zatem z odrobiną cukru i masła na rozgrzanej patelni dodając w międzyczasie trochę płynów, które powstały podczas uszlachetniania podrobu oraz bulionem wołowym, który profilaktycznie zawsze staram się mieć świeży w lodówce  pod postacią własnoręcznie przygotowanej bulionetki.

Lekki i orzeźwiający sos porzeczkowy już jest. Reszta to kwestia tego co było na podorędziu. W moim przypadku były to akurat mini marchewki i równie mini kukurydza, które wystarczyło skarmelizować z odrobiną masła na patelni.

Całość dopełniły kiszone kurki (recepturę na nie znajdziecie we wpisie: Zacny tatar z sarny) oraz krojona w większą kostkę kiszona kalarepa.

I wiecie co. Kocham gotować! 🙂


Dodaj komentarz