Myśli nie zmieszane, Przepisy

Steak idealny

Ciężko stwierdzić jaki procent ludzi lubi steki (tudzież z hamerykańskiego:  steak, czyt: stejki a z ze staronordyjskiego steik, czyli smażyć). Spotkałem z różnymi opiniami i z tego co dało się wywnioskować z różnych rozmów warunkami decydującymi o tym, iż ktoś je uwielbia lub omija szerokim łukiem są sposób podanie oraz rodzaj wysmażenia.

Sam robiłem kilka podejść w domowym zaciszu zanim skusiłem się na przygotowany „pro” kawał mięsa – najlepiej sezonowanego, w dobrej restauracji, przygotowanego przez ludzi co z niejednej patelni lizali. Jedli znaczy się.

Niekiedy wydawać się może, iż przyjemność taka, a jest to przyjemność, uwierzcie mi – zależy od zasobności portfela. Nic bardziej mylnego. Fakt, są pewne odmiany wołowiny o mięsie poprzerastanym  kolagenem w taki sposób, że uzyskuje się strukturę podobną do przekroju marmuru kosztującej krocie w gwiazdkowych i uznanych restauracjach. Jednak rosnąca popularność wołowiny sprawia, iż jest ona dostępna niemalże w każdym sklepie czy markecie dla przysłowiowego Nowaka.

Wypadałoby powiedzieć coś więcej o gatunkach krów hodowanych na mięso, częściach tuszy która najlepiej nadaje się na steki oraz sezonowaniu mięsa czy też tego czy lepiej kiedy jest sezonowane na mokro czy też na sucho. Pozostawię jednak te rozważania na inny wpis. Wykorzystam tym razem antrykot z przerostami tłuszczu sezonowany na mokro, czyli w zamknięty środowisku. Mówiąc najprościej – takie paczkowane próżniowo, i najlepiej ze zbliżającym się końcem terminu przydatności, gdyż nie rozchodzi się o świeżość mięsa, lecz o to, że jest dłużej sezonowane. Taki mały tip 😉

Ale,  skoro miałem zdradzić Wam sposób na stek idealny… to nie  musicie wchodzić na dziwne strony, kupować ebooków w cenie 49,99$ o meandarach przygotowywania mięsa,  jak je miętolić i głaskać. Jakie dodatki stosować. Czy solić przed czy po. A kiedy pieprzyć by nie spieprzyć.

Otóż  moi mili – stek idealny to taki, który będzie Wam smakował. Wot cała filozofia. Wystarczy znaleźć odpowiedni kawałek antrykotu, rostbefu, polędwicy wołowej czy też udźca wołowego. Można podejść do tych mięs wielorako.

Kusi wykorzystanie sous-vide i dłuższa zabawa z mięsem.  Ale to innym razem. Tym razem postawię na ciekawą marynatę i bardzo proste dodatki.

Marynowany stek z antrykotu

Porcji/Ilość 1 osoba
Czas przygotowania
1h 10m
Czas gotowania
10m

Składniki

  • 500 gram
    stek z antrykotu
  • 3 łyżki
    oliwy cytrynowej
  • 1 łyżka
    oliwy truflowej
  • 1 łyżka
    octu balsamicznego
  • 1 łyżeczka
    ekstraktu wędzarniczego
  • 1 łyżeczka
    sosu Worcestershire
  • 2 łyżeczki
    sosu sojowego, jasnego
  • 2 łyżki
    wędzonej słodkiej papryki
  • 1 łyżka
    brązowego cukru
  • 1 łyżeczka
    świeżo mielonego kolorowego pieprzu
  • 5
    ząbki wędzonego czosnku
  • 5 łyżek
    zimnego masła
  • 3
    gałązki świeżego rozmarynu
  • 150 mililitrów
    bulionu wołowego
  • 2 szczypty
    soli wędzonej

Krok po kroku

  1. Prościej się nie da (to znaczy się da, ale dzisiaj zaszaleję, a co!). Jeśli trzymamy mięso w lodówce - a zazwyczaj tak robimy, wyciągamy je przynajmniej godzinę przed przyrządzeniem aby złapało temperaturę pokojową. Płuczemy krótko pod bieżącą wodą i dokładnie osuszamy papierowym ręcznikiem.

  2. Mieszamy wszystkie składniki ze sobą z wyjątkiem soli. W tak przygotowanej marynacie umieszczamy mięso i marynujemy 40 minut. Oczywiście - nadal w temperaturze pokojowej.

  3. Na rozgrzaną patelnię z opcjonalną łyżką masła rzucamy stek i smażymy do 2–3 minut. Od czasu do czasu przemieszczamy wołowinkę po powierzchni naczynia by za bardzo się nie skarmelizowała marynata.

  4. Przewracamy na drugą stroną do tłuszczu dokładamy 1 łyżą masła, wrzucamy rozgnieciony nożem czosnek razem z łupiną oraz rozmaryn.
    Smażymy do 1–2 minut. Delikatnie nad ogniem przechylamy pod kątem patelnię by tłuszcz zebrał się w jednym miejscu i smażymy dalej około minutę podlewając tłuszczem równomiernie całość.

  5. Ściągamy mięso i kładziemy na desce lub kratce aby mięso odpoczęło.

  6. "Czyścimy" tłuszcz z czosnku, rozmarynu i ewentualnych cząstek mięsa. Dolewamy bulion i redukujemy. Dokładamy 1–2 łyżą masła i dalej redukujemy ciągle mieszając doprowadzamy nasz sos do formy gęstej emulsji.
    Gotowy sos podajemy w osobnym naczyniu

  7. Wykładamy mięso na talerzu i doprawiamy wedle upodobań wędzoną solą morską.

Mięso już jest. Przydałyby się jeszcze jakieś dodatki.

Ziemniaki zwyczajne i filetowe myjemy, nie obieramy. Gotujemy wedle uznania – ja to robię w mikrofali  przy mocy 600w, 10 – 12 minut.
Opcjonalnie obsmażamy po ugotowaniu na odrobinie oliwy ze świeżym tymiankiem i wędzoną solą morską.

Marynowana kalarepa z rzodkiewką

Porcji/Ilość 4 osób
Czas przygotowania
10m

Składniki

  • 1
    pęczek rzodkiewek
  • 1
    średnia kalarepa
  • 1 łyżeczka
    oliwy cytrynowej
  • 1 łyżka
    octu jakbłkowego, staropolskiego
  • 1 szczypta
    mielonego białego pieprzu
  • 1 szczypta
    soli wędzonej

Krok po kroku

  1. Rzodkiewkę i kalarepę kroimy w bardzo drobne, niemalże przeźroczyste plastry. Można do tego wykorzystać mandolinę. Ja zwyczajowo robię to albo ostrym nożem.

  2. Umieszczamy rzodkiewkę i kalarepę w osobnych naczyniach, przesypujemy
    odrobiną soli wędzonej, białym pieprzem. Skrapiamy oliwą cytrynową i octem jabłkowym (staropolski). Zostawiamy na dzień lub dwa.

Mamy już wszystkie elementy dania i można zasiąść do stołu.

A z racji tego, iż dzisiaj jest takie małe moje i braci designerskiej święto – Światowy Dzień Grafika, zapalę sobie świeczkę i przystąpię do konsumpcji.

Z designerskim PSDrowieniem: Kolorowego i smacznego 🙂
CMYK! CMYK!


Dodaj komentarz