Przepisy, Tanio, szybko i dobrze

Chłodnik botwinkowy ciut inaczej

Chłodnik z kiszoną rzodkiewką, wędzonymi ziemniakami i boczkiem

Musicie się że mną zgodzić, że działanie pod wpływem pasji, namiętności daje najlepsze rezultaty. Sami przecież jesteśmy najlepszym tego przykładem. No chyba, że był to tzw. przypadek.

Gdy z pasji rodzi się zawód, wspinamy się w górę po drabinie samozadowolenia, samorealizacji i samospełnienia. Tworzymy wspaniale dzieła nierzadko zapadające w pamięć. Gdy z pasji rodzi się poszukiwanie nowych smaków – to wtedy wszystko może się zdarzyć. Od kolokwialnej petardy, po przyziemną… skuchę.

Chłodnik na bazie świeżej botwiny już gościł na łamach tego bloga. W tym wpisie pojawia się po raz drugi i z pewnością nie ostatni. Gdyż zawsze znajdzie się sposób by go lekko podkręcić, by nadać lekki twist.
Mimo tego, że jest to bardzo proste i mało skomplikowane danie, to można trochę w nim namieszać. Chociażby już na poziomie samych składników.

Jeśli zapytałbym Was o trzy składniki warzywne kojarzone z powszechnie spotykanym chłodnikiem to zapewne większość podałaby: botwina, rzodkiewka, ogórek. Lub też: botwina, szczypior, koperek, ale skupmy się na pierwszej odpowiedzi. Bo moje skojarzenie przez długi czas było właśnie tylko takie. Zanim nie zacząłem eksperymentować z łączeniem różnych składników.

Jeśli zapytałbym Was o trzy składniki warzywne kojarzone z powszechnie spotykanym chłodnikiem to zapewne większość podałaby: botwina, rzodkiewka, ogórek. Lub też: botwina, szczypior, koperek, ale skupmy się na pierwszej odpowiedzi. Bo moje skojarzenie przez długi czas było właśnie tylko takie. Zanim nie zacząłem eksperymentować z łączeniem różnych składników.

Na początek może delikatny twist. Botwina – tym razem bez zmian. No i nasz generator koloru, któremu nie można się oprzeć.

Ogórek – tu są różne szkoły. Jedni preferują świeży, zabijający witaminę C (za sprawą enzymu – askorbinaza, która rozkłada witaminę C), a inni – kiszony. Najlepiej by był tylko z własnego wyrobu. Na asortyment dostępny w sieciach handlowych należy mieć mocne baczenie. Bo bliżej im do kwaszonych, niż do kiszonych.

Jeśli nie posiadacie chłodnej komórki z kiszonkami to najlepiej poszukać alternatywy.
U znajomych, u gospodarza sprzedającego na targu prosto z beczki – podkreślę raz jeszcze: byleby nie z marketu.
Tym wariantom kiszonek mocno nie ufam.  A jeśli już, bo akurat nie będziemy mieli takowych na podorędziu, to uważnie należy czytać skład na opakowaniach.
Ale za to, jeśli już mamy kiszone rzodkiewki – to dlaczego by ich nie użyć w zastępstwie ogórków? I tak tym razem uczynię.

Wróćmy do botwiny. Baza jest. Dodajmy coś jeszcze do tego. Odkąd pamiętam to takiemu chłodnikowi towarzyszyło kurze jajo na twardo i szczodra garść zieleniny pod postacią koperku i szczypioru.

Pojawią się i tym razem, ale bardziej w charakterze dekoracyjnym. Jednakże smak na tym nie ucierpi. Będzie delikatny i subtelny jak całe danie. Jajo przepiórcze w zastępstwie kurzego (zdrowsze ponoć) i odrobiną kawioru pięknie domkną całość.

Tym razem postanowiłem dodać do chłodnika gotowane, wędzone młode ziemniaki. Pyszności

Chłodnik z botwiną i kiszoną rzodkiewką

Porcji/Ilość 4 osób
Czas przygotowania
30m
Czas gotowania
20m

Składniki

  • 2
    pęczki młodej botwinki
  • 30
    kiszonych rzodkiewek
  • 0,5 pęczki
    rzodkiewek
  • ząbek czosnku
  • 2
    mały ogórek gruntowy
  • 500 mililitrów
    kefiru lub maślanki
  • 200 gram
    śmietany 18%
  • 400 gram
    zsiadłego mleka
  • 6
    jaja przepiórcze
  • sól
  • pieprz cytrynowy
  • 4 łyżki
    soku z cytryny
  • 6-8 sztuk
    młodych ziemniaków
  • 0,5 kubki
    koperku
  • 0,5 kubki
    szczypiorku
  • kawior

Krok po kroku

  1. Botwinkę dokładnie umyć, odciąć korzeń. Buraczki obrać i pokroić wedle upodobania w kostkę lub julienne. Nać botwinki również drobno posiekać. Niekiedy może wydawać się, że ilość liście jest zbyt duża na taką ilość zupy, jednak ja preferuję warianty gęste tego typu posiłków.

  2. Zagotować 500 ml wody, dodać buraczki i grubsze łodyżki, gotować na małym ogniu pod przykryciem przez ok. 10–15 minut. Gdy botwina zmięknie dodać liście i gotować jeszcze 5 minut. Krótko przed końcem dodać sok z cytryny.

  3. Czosnek przecisnąć przez praskę. Rzodkiewkę zarówno kiszoną jak i zwykłą ścieramy na tarce o grubych oczkach. Dodajemy do wystudzonego wywaru z botwiny.
    Opcjonalnie można dodać ogórka. Nie jest jednak niezbędny.

  4. Dolewamy do garnka maślankę (lub kefir), zsiadłe mleko i śmietanę (wedle uznania i predyspozycji smakowych). Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Całość dokładnie mieszamy i wstawiamy do lodówki na przynajmniej godzinę.

  5. Młode ziemniaki dokładnie myjemy szorstką gąbką.
    NIGDY nie obieramy.
    Gotujemy do miękkości na parze około 30 minut. Czas zależny jest od wielkości bulw i dobrze jest kontrolować stopień ugotowania pod koniec przewidzianego czasu.

  6. Ugotowane ziemniaki studzimy i kroimy/łamiemy na mniejsze cząstki.
    Wędzimy z wykorzystaniem np. siana.

    Możemy to zrobić na dwa sposoby.
    A. Wykładamy ziemniaki na blasze, obkładamy sianem. Siano podpalamy i szczelnie przykrywamy drugą blachą. Potrzebujemy kilka chwil.
    B. Dno garnka wykładamy folią aluminiową. Na nie wykładamy siano. Dobieramy do garnka odpowiedniej wielkości durszlak, na nim wykładamy ziemniaki. Podpalamy siano i przykrywamy pokrywką.

    W obu przypadkach "dopalamy" siano w razie potrzeby. Lubi gasnąć. Wędzimy minimum 15 – 20 minut.

Skoro wszystkie elementy mamy gotowe, wystarczy wyłożyć to na talerz.  Spragnieni dodatków mięsnych mogą dodatkowo okrasić danie przesmażonym boczkiem.

Na upalne dni takie jako ostatnio będzie jak znalazł : )

Smacznego!


Dodaj komentarz