Cześć! Mam na imię Adam i na co dzień pracuję w jednej z wiodących agencji reklamowych w Krakowie, a od dobrej dekady prowadzę jednoosobowe studio graficzne. Ponoć najważniejsze to zadać sobie pytanie: „co chcę w życiu robić”? Odpowiedziałem sobie i zostałem projektantem graficznym, potocznie – grafikiem.

Piątek, wybija godzina 18. Przychodzi weekend. Zamykam się w kuchni na kilka godzin i przenoszę zamiłowanie do kolorów, kompozycji na talerze. Projektuję tym razem nie tylko dla oka ale i pozostałych zmysłów: smaku, węchu, niekiedy dotyku.

To jedna z tych pasji która potrzebna jest jak powietrze. W cieple palników, mieszanki zapachów można doznać swoistego katharsis. W głowie kłębią się dziwne połączenia smaków, faktur i chęć ciągłego eksperymentowania z kolorem, produktem. Pojawia się satysfakcja. Teraz można sięgnąć po aparat, ustawić światło.

Kolorem zajmuję się nie tylko przed ekranem monitora czy na talerzu. Bacznie obserwuje otoczenie uwieczniając je w pamięci lub na cyfrowej błonie. Zajmuję się fotografią z zakresu reportażu miejskiego, koncertową, krajobrazową. Czas pokaże czy w pełni odnajdę się w fotografii produktowej lub foodowej.

A skąd pomysł na założenie bloga, między innymi z przepisami? Gdzieś dało się słyszeć, iż aby zostać grafikiem trzeba jeść dużo bułek z serem… cóż, można i tak – jednak nie samą bułą człowiek żyje. Absolutnie nie uważam się za kulinarnego eksperta. Jestem amatorem, eksperymentatorem, który po prostu lubi gotować. A widok rozmarzenia u współbiesiadujących – łechta me podroby.

No bo kto nie lubi dobrze zjeść.

Projektowanie tych samych form w nowych odsłonach oraz praca z kolorem, kompozycja – aż kusi by przenieść je na inne dziedziny życia.

Fotografia, w tym foodowa? Mówię tak!
Kompozycja na talerzu – jak najbardziej!
Dekonstrukcja standardów? Oczywiście!
Połączenie kuchni molekularnej z tradycyjną! O yeah!